Rozdział IV
„Pasażerowie
odlatujący z Hiszpanii do Dubaju, proszeni są o stawienie się w bramce numer siedem."
– Zabrzmiał głos w głośniku.
Czułam się
okropnie. Sobota i pobudka o 6 rano. A kto u licha, wstawałby tak wcześnie? Ale
oprócz tego, żałowałam, że muszę tu zostawić rodziców, Peacy, Lorien, Maurica i
Elizę. Będę za nimi bardzo tęsknić, ale będzie mi też brakować babci.
- Pa skarbie! Zadzwoń jak dojedziesz! –
Mama zawołała za mną.
- Dobrze. – Obiecałam i usiadłam na
ławeczce, czekając na samolot. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i napisałam sms-a
Cześć
Maurice! Zaraz odlatuję. Zadzwonię do ciebie jak wyląduję.
Wysłałam wiadomość
i schowałam telefon. W Lorien pożegnałam się rano, bo wpadła do nas do domu.
Poczułam wibracje w kieszeni, to od Murice’a
Witaj
słonko! Będzie mi ciebie brakować. Ok. Wyczekuję na telefon!
Uśmiechnęłam się,
wstałam i schowałam telefon, ruszając w kierunku bramki. Oddałam bagaż, a ze
sobą wzięłam tylko, podręczną torebkę. Cóż, w końcu pięć godzin lotu, to nie aż
tak dużo. Ale miesiąc, w nieznanym miejscu, z osobą, którą byś udusił, wcale
nie zapowiada się za dobrze.
Usiadłam przy
oknie, a obok mnie siedziało jeszcze, dwóch chłopaków. No cóż, zapowiada się
interesująco, nudny lot. Zajrzałam do torby i zauważyłam książkę. Wyciągnęłam i
przeczytałam tytuł: „ Jesienna miłość.”
- Może być ciekawa. – Pomyślałam i zaczęłam ją czytać. Po
dziesięciu stronach odstawiłam ją, gdyż zaczęto podawać obiad. Rozgotowany ryż,
na wpół niedosmażone mięso, za ostra sałatka. No tak. Więc przed powrotem do
Hiszpanii, zjem sobie solidne śniadanie, żebym nie musiała jeść tego czegoś.
- Hej, Ty też lecisz
do Dubaju? – Chłopak średniego wzrostu, o czarnych włosach spojrzał na mnie, z
lekkim uśmiechem.
- Mhm. A ty?
- Ja też. Lecę do
ojca. – Spojrzał przed siebie.
„- Ciekawe, jego rodzice pewnie też się rozwiedli.- Przyszło
mi na myśl.”
- Ja natomiast lecę do
przyjaciółki. – Skłamałam. Aż zrobiło mi się niedobrze, ze Dal nazwałam moją
przyjaciółką. Owszem, kiedy zobaczyłam zdjęcie muszę przyznać, że jest ładna.
Ale co może być, aż tak atrakcyjnego w dziewczynie, która nosi twarz zawiniętą
w chustkach? Mojemu ojcu, chyba zaczyna odbijać na starość. No w sumie,
mężczyznom po czterdziestce, różne rzeczy przychodzą do głowy. I tak oto, z
głowa pełną myśli zasnęłam, nie wiedząc kiedy.
Obudził mnie
dopiero głos, płynący z głośników, zawiadamiający, że będziemy lądować. No i
pewnie będę musiała jeszcze znaleźć Dahl na lotnisku. A najchętniej, to poleciałabym
do Włoch. Pożegnałem się z tym młodym chłopakiem, odebrałam bagaże i ruszyłam
na poszukiwanie arabki. Moim oczom, ukazał się transparent z moim imieniem i
nazwiskiem. Westchnęłam i ruszyłam w jego kierunku. Przedarłam się przez tłumy
i dostrzegłam dziewczynę ze zdjęcia, a z nią było dwóch mężczyzn. Podeszli i
wzięli ode mnie walizki.
-Witaj, Ty pewnie
jesteś Ivette. – Dziewczyna spojrzała na mnie przyjaźnie.
- Tak, a ty zapewne
jesteś Dalia. – Mój wzrok spoczął na niej, i dwóch mężczyznach.
- Zgadza się, a to SA
moi bracia. – Wskazała ręką. – Arif i Farid.- Przedstawiła nas sobie.
Napotkałam spojrzenia braci Muhanden. Wydawały się być zdziwione, rozczarowane,
ale i pożądliwe. „To będą najgorsze i najtrudniejsze wakacje. – Stwierdziłam.”
Opuściliśmy budynek lotniska i zostałam poprowadzona, do czarnego BMW. „Kurczę,
a ja sądziłam, że tutejsza ludność na wielbłądach jeździ. – Zdziwiona wsiadłam
do samochodu.”
Po dwudziestu
minutach jazdy, dostrzegłam, ze pojazd zajeżdża pod trzy piętrowy dom. „Z
pewnością nie należą, do najbardziej ubogich. – Stwierdziłam.” Bracia wzięli
moje walizki i ruszyliśmy w kierunku domu. „To będzie najnudniejszy miesiąc
wakacji, w całym moim życiu. – Orzekłam sztywno.” Zostałam zaprowadzona, pod
białe drzwi na trzecim piętrze. Weszłam do środka i moim oczom, ukazał się duży
przestronny pokój. Cały pokój był
urządzony w stylu gotyckim, a łoże z baldachimem podkreślało jego wyjątkowość.
Arif i Farid odstawili moje bagaże i odeszli, zostawiając mnie i Dal same.
Postanowiłam milczeć. Otworzyłam drzwi balkonowe i usiadłam w jednym, z
wiklinowych krzeseł. „Z mojego pokoju, roztaczał się ładniejszy widok. A tu, tylko
piasek i nic więcej. – Westchnęłam ze smutkiem.”
- Podejrzewam, że
chciałabyś zostać sama. Jakby co, to wołaj. – Odparła Dahlia i zostałam sama. „Za dużo tego wszystkiego,
jak na jeden dzień. – Podjął głos mieszkający, w mojej głowie.” Wróciłam do
pokoju i położyłam się na łóżku. Gdy myśli o Maurice’u zaprzątały moją głowę,
zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz