poniedziałek, 27 lutego 2012

Rozdział 4 27.02.2012


            Rozdział IV





 „Pasażerowie odlatujący z Hiszpanii do Dubaju, proszeni są o stawienie się w bramce numer siedem." – Zabrzmiał głos w głośniku.
    Czułam się okropnie. Sobota i pobudka o 6 rano. A kto u licha, wstawałby tak wcześnie? Ale oprócz tego, żałowałam, że muszę tu zostawić rodziców, Peacy, Lorien, Maurica i Elizę. Będę za nimi bardzo tęsknić, ale będzie mi też brakować babci.
- Pa skarbie! Zadzwoń jak dojedziesz! – Mama zawołała za mną.
- Dobrze. – Obiecałam i usiadłam na ławeczce, czekając na samolot. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i napisałam sms-a

Cześć Maurice! Zaraz odlatuję. Zadzwonię do ciebie jak wyląduję.

    Wysłałam wiadomość i schowałam telefon. W Lorien pożegnałam się rano, bo wpadła do nas do domu. Poczułam wibracje w kieszeni, to od Murice’a

Witaj słonko! Będzie mi ciebie brakować. Ok. Wyczekuję na telefon!


   Uśmiechnęłam się, wstałam i schowałam telefon, ruszając w kierunku bramki. Oddałam bagaż, a ze sobą wzięłam tylko, podręczną torebkę. Cóż, w końcu pięć godzin lotu, to nie aż tak dużo. Ale miesiąc, w nieznanym miejscu, z osobą, którą byś udusił, wcale nie zapowiada się za dobrze.
   Usiadłam przy oknie, a obok mnie siedziało jeszcze, dwóch chłopaków. No cóż, zapowiada się interesująco, nudny lot. Zajrzałam do torby i zauważyłam książkę. Wyciągnęłam i przeczytałam tytuł: „ Jesienna miłość.”
- Może być ciekawa. – Pomyślałam i zaczęłam ją czytać. Po dziesięciu stronach odstawiłam ją, gdyż zaczęto podawać obiad. Rozgotowany ryż, na wpół niedosmażone mięso, za ostra sałatka. No tak. Więc przed powrotem do Hiszpanii, zjem sobie solidne śniadanie, żebym nie musiała jeść tego czegoś.
- Hej, Ty też lecisz do Dubaju? – Chłopak średniego wzrostu, o czarnych włosach spojrzał na mnie, z lekkim uśmiechem.
- Mhm. A ty?
- Ja też. Lecę do ojca. – Spojrzał przed siebie.
„- Ciekawe, jego rodzice pewnie też się rozwiedli.- Przyszło mi na myśl.”
- Ja natomiast lecę do przyjaciółki. – Skłamałam. Aż zrobiło mi się niedobrze, ze Dal nazwałam moją przyjaciółką. Owszem, kiedy zobaczyłam zdjęcie muszę przyznać, że jest ładna. Ale co może być, aż tak atrakcyjnego w dziewczynie, która nosi twarz zawiniętą w chustkach? Mojemu ojcu, chyba zaczyna odbijać na starość. No w sumie, mężczyznom po czterdziestce, różne rzeczy przychodzą do głowy. I tak oto, z głowa pełną myśli zasnęłam, nie wiedząc kiedy.
   Obudził mnie dopiero głos, płynący z głośników, zawiadamiający, że będziemy lądować. No i pewnie będę musiała jeszcze znaleźć Dahl na lotnisku. A najchętniej, to poleciałabym do Włoch. Pożegnałem się z tym młodym chłopakiem, odebrałam bagaże i ruszyłam na poszukiwanie arabki. Moim oczom, ukazał się transparent z moim imieniem i nazwiskiem. Westchnęłam i ruszyłam w jego kierunku. Przedarłam się przez tłumy i dostrzegłam dziewczynę ze zdjęcia, a z nią było dwóch mężczyzn. Podeszli i wzięli ode mnie walizki.
-Witaj, Ty pewnie jesteś Ivette. – Dziewczyna spojrzała na mnie przyjaźnie.
- Tak, a ty zapewne jesteś Dalia. – Mój wzrok spoczął na niej, i dwóch mężczyznach.
- Zgadza się, a to SA moi bracia. – Wskazała ręką. – Arif i Farid.- Przedstawiła nas sobie. Napotkałam spojrzenia braci Muhanden. Wydawały się być zdziwione, rozczarowane, ale i pożądliwe. „To będą najgorsze i najtrudniejsze wakacje. – Stwierdziłam.” Opuściliśmy budynek lotniska i zostałam poprowadzona, do czarnego BMW. „Kurczę, a ja sądziłam, że tutejsza ludność na wielbłądach jeździ. – Zdziwiona wsiadłam do samochodu.”
    Po dwudziestu minutach jazdy, dostrzegłam, ze pojazd zajeżdża pod trzy piętrowy dom. „Z pewnością nie należą, do najbardziej ubogich. – Stwierdziłam.” Bracia wzięli moje walizki i ruszyliśmy w kierunku domu. „To będzie najnudniejszy miesiąc wakacji, w całym moim życiu. – Orzekłam sztywno.” Zostałam zaprowadzona, pod białe drzwi na trzecim piętrze. Weszłam do środka i moim oczom, ukazał się duży przestronny pokój. Cały  pokój był urządzony w stylu gotyckim, a łoże z baldachimem podkreślało jego wyjątkowość. Arif i Farid odstawili moje bagaże i odeszli, zostawiając mnie i Dal same. Postanowiłam milczeć. Otworzyłam drzwi balkonowe i usiadłam w jednym, z wiklinowych krzeseł. „Z mojego pokoju, roztaczał się ładniejszy widok. A tu, tylko piasek i nic więcej. – Westchnęłam ze smutkiem.”
- Podejrzewam, że chciałabyś zostać sama. Jakby co, to wołaj. – Odparła  Dahlia i zostałam sama. „Za dużo tego wszystkiego, jak na jeden dzień. – Podjął głos mieszkający, w mojej głowie.” Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Gdy myśli o Maurice’u zaprzątały moją głowę, zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz