piątek, 24 lutego 2012

Rozdział 1 24.02.2012


                                  Rozdział I




 Siedziałam na parapecie swojego okna. Czułam się okropnie. Cały dotychczasowy grunt, jakby w czasie tsunami, osunął się mi spod nóg. Chciałam tylko jednego, uciec stąd jak najdalej, znaleźć chociaż chwilę spokoju. Jeszcze piętnaście minut temu, miałam rodzinę, w sumie nadal ją mam, ale nie taką jak kiedyś. Ojciec właśnie oświadczył, że odchodzi. Ot tak, po prostu jak to stwierdził: „ wpadła mu w oko atrakcyjna, młoda arabka”. No i masz ci los, pocieszaj i wysłuchuj płaczu matki. Jak zwykle z ojcem jeszcze się kłócą, ciekawe o co tym razem poszło. Pewnie o to, kto ma wnieść pozew rozwodowy. Tak bardzo chciałabym uciec do babci, wypłakać się jej na ramieniu. Ona, była dla mnie jak matka i przyjaciółka zarazem. Rozumiała mnie zawsze, dopóki nie wyjechała w podróż po Europie. Dlaczego oni mi to robią? Zasnuwają mi głowę mnóstwem problemów, jak przyjdzie co do czego, to nawet zrozumieć mnie nie potrafią. Rok szkolny właśnie się skończył, koleżanki porozjeżdżały się na wakacje. I to jest kolejny minus, nie mam  z  kim się z domu wyrwać żeby, tylko nie myśleć o problemach. Kochałam rodziców, nawet bardzo, ale od czasu pierwszej kłótni, stali się obojętni. Wiecznie nie było ich w domu. Nawet nie obchodziło ich, jakie życie ma ich szesnastoletnia córka. Ale najbardziej martwiło mnie  to, jak teraz będzie wyglądało nasze życie. Ciekawe, czy jak ociec się wyprowadzi, to w ogóle będzie nas  jeszcze odwiedzał. W czym może być lepsza ta arabka, że ojciec zostawia nas dla niej? Moje rozmyślania, przerwał głos matki dobiegający z dołu.
-Ivete! Pozwól tu na chwilkę!
Taa…jasne… ciekawe co tym razem. Zeszłam  na dół po schodach, a w salonie zastałam rodziców siedzących na kanapie. Zajęłam miejsce w fotelu.
-Słucham?- Spytałam, spoglądając to na matkę, to na ojca.
-Hm…cóż… nie wiem jak ci to powiedzieć… - zaczęła mama ale nie dokończyła.
-Ivie wiesz, że bardzo cię kochamy i nie chcemy dla ciebie źle- ojciec spojrzał na nią. „Nie wcale, bo chcecie dla mnie jak najgorzej!- pomyślałam”- Uważamy, że należą ci się wakacje. Otóż Ilvy, obiecała, że zaopiekuje się tobą. To właśnie Ivy zależy, żeby cię poznać. Chciałaby się z tobą zaprzyjaźnić.
-Co?! Wy myślicie, że ja całe wakacje, spędzę w towarzystwie tej arabki Ilvy? Może jeszcze nauczy mnie na wielbłądzie jeździć?
-Ivette, nie buntuj się, i tak nic ci to nie da! Wszystko jest już załatwione. W sobotę rano masz samolot.- odrzekła Dorothy, dość poważnym tonem.
Cóż więcej było mówić? Wstałam i poszłam, z powrotem do swojego pokoju. Siadłam przy biurku, włączyłam komputer i od razu załogowałam się na Gadu-Gadu. Natychmiast wyskoczyło mi, że Lorien jest dostępna. „Doskonale, przynajmniej mojej przyjaciółce, mogę się wyżalić”.



Tazmarzeniami:
   Lorien ratuj! Moi rodzice chcą mnie, wysłać na wakacje do tej arabki Dahli! Tylko, że ja nie chcę tak jechać! Co mam robić?!
Czekoladka:
   Ojej! W sumie, to co ja mogę tu pomóc? Pozostaje mi chyba tylko, cię wspierać w razie kłopotów. Wiesz, może ta cała Dahl, wcale nie jest taka zła, jak myślisz.
Tazmarzeniami:
   Wiesz co?! Skoro jesteś taka chętna, to może się zamienimy? Nauczyłabyś się jazdy na wielbłądzie i poznała kogoś atrakcyjnego!
Czekoladka:
    Moja droga Ivette, marudzisz jak dziecko! Mój braciszek też marudzi, jak nikt się z nim nie chce pobawić. Poznasz ją bliżej i może się zaprzyjaźnicie. Czemu nie chcesz dać wam szansy, tylko od razu ją skreślasz?
Tazmarzeniami:
    No dobra. Zgadzam się. I może nawet nie będę, dla niej taka zła. No ale, zostały mi tylko dwa dni! Dwa dni, na spakowanie się i zrobienie niezbędnych zakupów!
Czekoladka:
    Dobra, nie marudź tyle! Wpadnę do ciebie jutro, zrobimy przegląd twojej szafy. Następnie, urządzimy sobie wypad na zakupy. Co ty na to?
Tazmarzeniami:
    No dobra. Widać, że nadal nie potrafię, oprzeć się czekoladkom .
Czekoladka:
    Dobra, będę jutro o 11. Idę bo Rey płacze, a mama akurat wyszła do sklepu. Trzymaj się Ive!

     Właśnie czytałam książkę, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
-Witaj Lorien!
-Dzień dobry pani Martinez. Czy jest, Ivette?
-Oczywiście, jest u siebie. – Odparła i posłała dziewczynie miły uśmiech.
    Lori, podążyła po dobrze znanych jej, zaułkach korytarza, aż dotarła pod drzwi pokoju Ivett. Weszła do środka i zauważyła otwarte drzwi balkonowe. Obie razem, uwielbiały przesiadywać na balkonie, rozmawiać i zarazem podziwiać, rozciągające się widoki. To było coś, co uwielbiały. Podziwiać, lub wędrować wokół pięknych krajobrazów. Oprócz przebywania na balkonie, urzekło je także inne miejsce. Kochały przesiadywać nad strumyczkiem, znajdującym się za domem Ivet. Znały się od dziecka, były dla siebie jak siostry. Jej rozmyślania, przerwał widok Ivette, bawiącej się z jej nową suczką, rasy labrador wabiącej się Peacy. Będzie mi jej brakować przez te dwa miesiące.
- Widzę, że bardzo dobrze się bawicie
- Och Lori! – Przywitałam dziewczynę. – No cóż, chcę się nacieszyć Peac do czasu wyjazdu. A, właśnie mam do ciebie prośbę, czy mogłabyś się nią zaopiekować, do mojego powrotu?
- Jasne! Przecież wiesz, że Rey bardzo ją kocha.
- Będzie mi strasznie, was brakować. Szkoda, że muszę jechać, ale zarazem jest to też okazja, żeby moc wyrwać się z tego zgiełku. Wierz mi, te kłótnie nawet świętego wyprowadziłyby z równowagi.
- No cóż, nie trudno to sobie wyobrazić. No ale o tym, pogadamy na mieście, a teraz idziemy na podbój twojej szafy.
    Przetrzepałyśmy całą szafę i zrobiłyśmy listę zakupów. Lorien wzięła Peacy i zeszłyśmy na dół. Mam była w kuchni
- Mamo, idziemy na zakupy. – Odparłam
- Dobrze idźcie! – Posłała nam uśmiech i wróciła, do swojej pracowni. Bowiem moja matka, uwielbiała Malować. Wszystkie obrazy, które ozdabiały nasze ściany, wychodziły spod ręki, mojej mamy.
    Wyszłyśmy z domu i powędrowałyśmy do galerii, wesoło rozmawiając i chcąc się, nacieszyć wspólnym wypadem, przed wakacjami.






 Bohaterowie
Chciałabym przedstawić bohaterów mojej ksiażki.

 

 ILVY - główna bohaterka mojej książki. Potocznie nazywana przez przyjaciółkę Cynamonką . Myślę,że jej losy, wciągną was do dalszego czytania:)

Dahlia - Dziewczyna serdecznie nielubiana przez Ilvy. Jeśli będziecie śledzić ich losy, dowiecie się dlaczego:)



 Maurice - Przyjaciel głównej bohaterki i zarazem jej chłopak




 Lorien - Najlepsza przyjaciółka głównej bohaterki. Przymilnie nazywana Czekoladką.








A oto jest cała trójka. Maurice, Ivette i Lorien.

Serdecznie zapraszam do czytania mojej książki pod tytułem
       

            Przyjaźń cię znajdzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz