Rozdział III
Leżąc w łóżku i
patrząc w sufit, docierało do mojej świadomości to, co mama zakomunikowała mi,
jak wróciłam. Otóż babcia, miała poważny wypadek. Leży w szpitalu w Rzymie.
Wracała z zakupami, gdyż postanowiła zatrzymać się we Włoszech, Włoszech swojej
przyjaciółki. Przechodziła przez drogę, na pasach i jakieś auto ją potraciło. Z
tego co mam wie, to ma złamaną rękę, rozcięty policzek i złamane 2 zebra. Tak
bardzo bym chciała, żebym zamiast do tej Dahli, mieszkającej w Dunaju, mogła
pojechać do babci. No a po za tym, nawet za dużo czasu nie zostało mi na
spakowanie.
- No
nareszcie, to już ostatnia. – Podałam trzecią walizkę Lorien. Od rana byłyśmy
zajęte, pakowanie i przebieraniem rzeczy. Czasami to się zastanawiam, jak moje
życie wyglądałoby bez Lorien. Już miałam zejść na dół po sok i ciasto
marchwiowe, gdy zadzwonił mój telefon. Lorien dała mi znam, mówiąc : ”Ciekawe
kto dzwoni. Dobra, to ja idę na balkon”. Spojrzałam na wyświetlacz, numer jakiś
znany, tylko od tego całego zgiełku, nie mogłam sobie przypomnieć skąd go znam.
- Halo? – Spytałam ,gdy zdecydowałam się
odebrać.
- Cześć Ivette, to ja Maurice! – Usłyszałam
miły głos, i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zrobiło mi się w
żołądku ciepło.
- Ooo.. to ty… witaj! – Wybąkałam.
- Tak, to ja. Wiesz…Ivette, wpadłem na
pomysł, że może zgodziłabyś, wybrać się ze mną na plażę? – Spytał i w telefonie
zaległa cisza. „O rany co robić? – Podeszłam do drzwi balkonowych, otworzyłam
je i zakryłam telefon ręką
- Lorka! On chce się ze mną spotkać! -
Szepnęłam
- Ok. Nic prostszego. Powiedz mu, ze o 17,
na plaży .”
- Jasne, chętnie. O 17. Dobrze?
- Ok, czyli jesteśmy umówieni. – Odparł i
rozłączył się.
„ O Boże. To
prawda, czy sen? Sama teraz nie wiem. Ale jeżeli to sen, to jeden z moich
najpiękniejszych, który zdąża do spełnienia.”
-Hmm… w co, by cię tu ubrać? – Lorien
przeszukiwała moją szafę, od 20 minut. Na razie, wybrałyśmy, jeansowe krotkie
spodenki, zielony T- shirt., beżowe trampki i okulary.
- Dobra, Lorka przecież mam się już, w co
ubrać! – Powtarzałam od 10 minut. Spotkam się dzisiaj z Mauricem, a jutro rano
polecę do Dubaju. Dunaju zobaczę go dopiero, za miesiąc. Otóż plany, uległy
małym zmianom, po wypadku babci. Miałam wrócić 7 sierpnia do Hiszpanii, bo
wtedy babcia miała u nas zamieszkać.
- No Cyncia! Mam już! – Lorien wyszła z
mojej szafy. Uśmiechnięta, podała mi biały sweterek. „No tak, zaczyna się.
Zaraz zaproponuje mi makijaż, fryzurkę i spyta, czy może się ze mną wybrać. No
tak, taka właśnie była moja przyjaciółka Lorien. Zwariowana i zakręcona, na
całego .”
- No dobra moja droga, a teraz najwyższy
czas na makijaż i pozwól, że czekoladka się tym zajmie – Posłała mi szczery
uśmiech i chwyciła moją kosmetyczkę.
- Moja droga, twój udział w moim makijażu
już od jakiegoś czasu jest w tradycji. No dobra, bierz się za ten makijaż, bo
zaraz musimy iść. – Usiadłam obok toaletki i oddałam się, pod doświadczenie
Lor. Cóż muszę przyznać, że moja przyjaciółka, jest dobra w te klocki.
Delikatny makijaż, doskonale pasował do mojej karnacji. A jedwabiste i gęste
włosy, zaczesane na bok, oplatały moje lewe ramię. Patrząc w lustro, sama byłam
zdziwiona cudem, jaki zrobiła Lorien. Ubrałam wszystkie dopasowane rzeczy,
wzięłyśmy Peacy i ruszyły na plażę. Dotarłyśmy tam, przed umówioną godziną.
- Dobra Ivka, będę siedzieć w tym barku
pijąc koktajl. Jak będziesz po spotkaniu, to daj mi znać. – Cmoknęła mnie w policzek
i podążyła, w kierunku barku.
Ruszyłam w
kierunku morza, i usiadłam na piasku. A Peacy nie potrzebując pozwolenia,
ułożyła się na moich kolanach. „ Ciekawe czy w ogóle przyjdzie, czy tylko
żartował. – Pomyślałam.”
- Witam bohaterkę dnia wczorajszego. –
Usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców. „A jednak nie zapomniał. –
Odezwał się głos w mojej głowie. A na twarzy zagościł uśmiech.” Odwróciłam się,
a obok mnie stał on. Wysoki, przystojny. W jeansach i T-shircie. Spojrzał mi w oczy, i natychmiast
poczułam, ze się rumienię. Usiadł obok mnie.
- A jaka tam ze mnie bohaterka? –
Obdarzyłam go uśmiechem.
- Niezwykła. – Chwycił moją dłoń i nasze
oczy się spotkały. Serce kołatało mi ze szczęścia.
- Hm. Niezwykła, jak mi miło.
- No to teraz, może wezmą przykład z mojej
siostry. Zacznę się topić, a bardzo interesująca, młoda dama mnie uratuje. –
Spojrzał mi w oczy i odsunął kosmyk włosów, opadający na mój policzek. Czułam
się jak w raju.
- A skąd wiesz, że ja cię uratuję? Jedna
kąpiel mi wystarczy. – Posłałam mu uśmiech.
- Ivette…może to trochę krępujące pytanie…ale…ciekawi
mnie to, czy ty kogoś masz?
- Ja…yyy…nie…nie mam nikogo… - Mój język
nagle odmówił posłuszeństwa i nie wiedząc co powiedzieć, zaczęłam się jąkać.
- Mhm…rozumiem… nie bój się, tak tylko chcę
wiedzieć. – Uśmiechnął się, objął mnie ramieniem i przytulił do siebie. Poczułam
delikatny zapach cytryny. Wiedziałam, ze nigdy nie zapomnę tego zapachu.
- Ślicznie wyglądasz. – Pogłaskał mnie po
włosach.
- Dziękuję, ty też.
- Ivet, chciałbym się z tobą spotkać, w
przyszłym tygodniu. Co ty na to?
- Wybacz Maurice, ale muszę odmówić. Cały lipiec spędzę
w Dubaju. Wracam, na początku sierpnia. – Odparłam.
- O rety! Ciekawe jak ja, bez ciebie
wytrzymam miesiąc.
- Do wczoraj wytrzymywałeś, bo nawet mnie
nie znałeś.
- Droga panno Ivette Martinez, pragnę
ogłosić, ze od wczoraj moje życie, drastycznie się zmieniło.
- No to pozwoli pan, panie Marice Gonzalez,
że byłabym bardzo wdzięczna, gdybym przyczynę tej oto zmiany, mogła poznać.
- Jak najbardziej, otóż ta zmiana leży na
mnie. – Odwróciłam się i napotkałam uśmiech, na jego ustach. Popchnęłam go na
plecy, a on złapał moją rękę i wylądowałam na przystojnym chłopaku. Objął
rękami moją twarz, przysunął bliżej swojej i oddał ciepły pocałunek na moich
ustach. Natychmiast poczułam, że muszę to zrobić. Chwyciłam moimi rękami jego
twarz i odwzajemniłam pocałunek. Następnie odprowadził mnie do domu i obiecał ,
dzwonić oraz pisa e-meile.
Wow, super rozdziały *.* Wszystkie trzy, świetnie się zapowiadają na dalszą książkę : )
OdpowiedzUsuńSoft ♥
Super blog :* Naprawde :D
OdpowiedzUsuń